• Kontakt
  • |
  • Główna

NASZA SZKOŁA
trochę historii
tu jesteśmy
nauczyciele
rada rodziców
IRLANDIA
historia w pigułce
nasze miasto-Limerick
WARTO WIEDZIEĆ
nasze tradycje
tradycje irlandzkie
DLA RODZICA
poradnia szkolna
wniosek o przyjęcie
wykazy książek
dyslekcja
prawa dziecka
ENCYKLOPEDIE
Wikipedia
Britannica
SŁOWNIKI
słownik
tłumacz
SZKOŁA Z HUMOREM
z zeszytów
dowcipy o szkole



    Polskie tradycje



    Boże Narodzenie
    Wielkanoc
    Poniedziałek Wielkanocny
    Boże Ciało
    Noc Świętojańska
    Święto Dziadów
    Andrzejki

    Polacy uchodzą za naród lubiący świętować, przywiązany do tradycji, podtrzymujący dawne obyczaje. Najdawniejsze obrzędy, zwłaszcza te sięgające jeszcze czasów pogańskich, dawno już zatraciły swój magiczny charakter, stając się barwnym reliktem przeszłości i elementem zabawy. Związek z tradycją odczuwa się najmocniej w czasie obchodów największych świąt kościelnych takich, jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Boże Ciało, podczas którego organizowane są procesje, czy dzień Wszystkich Świętych.
    Sporą popularnością cieszą się wciąż pielgrzymki do miejsc otaczanych kultem religijnym; dla katolików jest to m.in. częstochowski klasztor na Jasnej Górze, dla Żydów grób cadyka w Leżajsku, dla prawosławnych Grabarka.

    W kalendarzu uroczystości państwowych najważniejsze miejsce zajmuje rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., obchodzona 11 listopada, oraz rocznica uchwalenia w 1791 r. pierwszej polskiej konstytucji, świętowana 3 maja. W tych dniach, ustawowo wolnych od pracy, organizowane są uroczyste akademie, pochody, koncerty i festyny.

    W Polsce obchodzi się także święta o nieco innym charakterze. Należą do nich:
    Dzień Kobiet (8 marca; obecnie znacznie mniej popularny niż za czasów Polski Ludowej),
    Dzień Matki (26 maja),
    Dzień Babci (21 stycznia)
    czy Dzień Dziecka (1 czerwca), któremu towarzyszą liczne imprezy dla najmłodszych.

    Spośród lubianych i kultywowanych tradycji warto także wymienić Andrzejki - ostatnią zabawę przed Adwentem, połączoną z rozmaitymi wróżbami na nadchodzący rok. Najpopularniejszą z nich jest odczytywanie przyszłych losów z kształtów, jakie przybiera gorący wosk wlewany do zimnej wody.

    Boże Narodzenie



    Świętem, które w polskiej tradycji zajmuje bardzo ważne miejsce jest Boże Narodzenie. Szczególna atmosfera panuje w Wigilię. Z tym dniem związanych jest też najwięcej obrzędów, obyczajów i wierzeń. Wigilia to jedno z najbardziej rodzinnych polskich świąt. Dużą rolę w tworzeniu świątecznej atmosfery odgrywa wystrój mieszkania. We wszystkich domach króluje pięknie przystrojona choinka, bez której trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie. To jedna z młodszych tradycji świątecznych. Pierwsze choinki pojawiły się w Polsce w XIX w., głównie w miastach, w domach Niemców i ewangelików pochodzenia niemieckiego. Stopniowo zwyczaj rozszerzył się na całą Polskę. Wcześniej polskie domy zdobiły w czasie świąt zielone gałązki jodły, świerku lub sosny.

    Wigilia kojarzy się nam z dniem poprzedzającym Boże Narodzenie, a przede wszystkim z uroczystą kolacją, jaką jest wieczerza wigilijna. Słowo "wigilia" pochodzi z języka łacińskiego i oznacza czuwanie. Wigilie były znane w Starym Testamencie i celebrowane przez żydów przed każdą uroczystościa, a także przed szabatem. W Polsce wigilia weszła na stałe do tradycji dopiero w XVIII wieku.

    Wieczerza ma bardzo uroczysty charakter rodzinny, wzbogacony wieloma obrzędami. W polskiej tradycji uważa się, że to co się dzieje w ciągu dnia i nocy wigilijnej ma wpływ na nadchodzący rok. Dlatego nieraz słyszymy od rodzicòw, żeby być grzecznym i nie zasłużyć na ich gniew, bo to ma zapewnić dobre stosunki na cały następny rok. W tym dniu niewskazane było kładzenie się do łóżka w ciągu dnia, bo to mogłoby „przyciągnąć" chorobę. Poza tym unikano kłótni i zwad, przeciwnie — starano się okazywać życzliwość, zapomnieć o urazach tak wobec rodziny, jak i sąsiadów. Poza tym wigilia jest to taki szczególny dzień, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem.
    Na wigilię zaprasza się rodzinę, osoby mieszkające samotnie i nie zapomina się o pozostawieniu przy stole wolnego miejsca dla zbłąkanego wędrowca.
    Na stole nie mogło zabraknąć białego obrusa, pod który kładziono siano na pamiątkę siana ze żłóbka. Stół oświetlały świece.
    W dawnych czasach dbano o to, aby do stołu zasiadała parzysta liczba osób. Nieparzysta ilość uczestników miała wróżyć dla jednego z nich nieszczęście. Przestrzegano zasady, iż do stołu nie mogło zasiąść 13 osób. A związane to było z tradycją Ostatniej Wieczerzy, gdy ostatnim biesiadnikiem był Judasz, ten sam który wydał Jezusa.
    Momentem rozpoczęcia wieczerzy było ukazanie się na niebie pierwszej gwiazdy, przypominającej o gwieździe betlejemskiej. Tej samej, ktòrą ujrzeli trzej kròlowie.
    Gdy wszyscy zbiorą się przy stole, odmawiana jest kròtka modlitwa. Następnie następuje dzielenie się opłatkiem. Jest to najważniejszy moment wieczerzy, mający wielorakie znaczenie.
    Dzieląc się opłatkiem składamy sobie życzenia a także zapominamy i wybaczamy sobie nawzajem wszelkie nieporozumienia. Opłatek jest to symbol pogodzenia i zgody.

    Nazwa „opłatek" pochodzi z łaciny i oznacza “dar ofiarny”. Jest on wypiekany z mąki pszennej i wody w formie bardzo cienkich płatków, często z wytłoczonymi scenami z życia świętej Rodziny. Dzielenie się opłatkiem jest znane od początku istnienia Kościoła. Jak twierdzą historycy zwyczaj ten przyjął się z końcem XVIII wieku. Po utracie niepodległości Polski nastąpiło częste rozstanie rodzin, związanych m.in. z wysyłką na Sybir lub wymuszoną emigracją. Jedyną formą kontaktu z okazji Świąt Bożego Narodzenia były paczki, w których przesyłano prezenty, życzenia i opłatek, który miał wyrażać uczucia przyjaźni, miłości i pojednania. Zwyczaj łamania się opłatkiem zachował się już tylko w Polsce.


    Wigilia do niedawna była wieczerzą postną. W roku 2003 polski kościół złamał tą zasadę, znosząc post. Nadal jednak tradycja nakazuje spożywać tradycyjne potrawy bezmięsne. Jeżeli chodzi o ilość podawanych potraw, to jest ona różna w zależnoœci od regionu Polski.
    Często obowiązuje zasada serwowania nieparzystej liczby potraw. W innych regionach na stole pojawia się dwanaście dań, tyle, ilu było apostołów i ile rok ma miesięcy. Potrawy powinny zawierać wszystkie płody rolne, aby obrodziły w następnym roku. Wskazane jest skosztowanie wszystkich potraw, aby nie zabrakło ich podczas całego roku.
    Wigilię otwierała jedna z tradycyjnych zup wigilijnych: barszcz czerwony z uszkami, lub zupa grzybowa. Najważniejszym daniem były ryby, a przede wszystkim karp i śledź. Poza tym podaje się staropolski groch z kapustą, potrawy z grzybów suszonych, kompoty z suszonych owoców a także słynną kutię oraz ciasta ze œwiątecznym makowcem na czele.
    Podczas Wigilii prawie we wszystkich polskich domach rozbrzmiewają kolędy. Dawniej były one śpiewane, obecnie coraz częściej zastępowane słuchaniem płyt, czy telewizji.

    Kolęda ma swoje korzenie w tradycji witania nowego miesiąca (calendae), czy nowego roku przez starożytnych Rzymian. Obrzędy te charakteryzowały się śpiewami, składaniem życzeń i prezentów. Po tym jak Kościół katolicki zniósł stary, pogański zwyczaj obchodzenia kalend, zachowała się tradycja śpiewania pobożnych pieśni o narodzinach Chrystusa, a także zwyczaj odwiedzania się w domach i kupowania świątecznych podarunków. Najstarsze kolędy pochodzą z XV wieku. Najsłynniejsze kolędy to: Anioł pasterzom mówił, Wśród nocnej ciszy, Lulajże Jezuniu, Bóg się rodzi i Cicha noc. Z biegiem czasu kolędą zwano także zwyczaj odwiedzin duszpasterskich. Odwiedzający parafian ksiądz składa życzenia, błogosławi domowi i jego mieszkańcom, a często zdarza się, że przepytuje dzieci z pacierza w zamian obdarowując obrazkiem
    Każda wigilia kończy się obdarowywaniem prezentami. W wielu domach przychodzi św. Mikołaj, który zostawia prezenty pod choinką, lub wręcza je osobiście.
    O północy w kościołach całej Polski jest odprawiana uroczysta msza nazywana Pasterką na pamiątkę hołdu złożonego Bożemu Dziecięciu przez pasterzy.
    Świąteczna choinka nie była znana w dawnej Polsce . Izby przystrajano gałęziami drzew iglastych. Ozdabiano je jabłkami, złoconymi orzechami, łańcuchami ze słomy oraz krążkami z barwionych opłatków. Dekorację taką nazywano podłaźniczką. Miała ona chronić domowników przed chorobami i złym urokiem, miała zapewnić dobrobyt, zgodę i miłość.
    Choinka w obecnej formie przyjęła się w Polsce w XVIII w, tradycja ta dotarła do nas z Niemiec.
    Wiglia to również - Jasełka
    Tradycja pierwszych jasełek sięga XIII wieku. Najpierw św. Franciszek z Asyżu przedstawił scenę narodzin Jezusa w skalnej grocie w Greccio. Później pojawiły się ruchome figury i widowiska kukiełkowe. Przedstawienia te ściągały tłumy ludzi, których reakcja nie podobała się przedstawicielom władz kościelnych, dlatego jasełka usunięto z kościołów. Zaczęto je wystawiać na ulicach, placach i w większych domach.



    Wielkanoc



    Wielkanoc, w pierwszych wiekach nazywana Paschą, jest największym, najstarszym, bo najwcześniej ustanowionym i najuroczyściej obchodzonym świętem wszystkich chrześcijan odprawianym na pamiątkę Zbawczej Męki i Śmierci i przede wszystkim Chwalebnego Zmartwychwstania Chrystusa.
    Najstarsze wzmianki źródłowe o obchodach Wielkanocy - chrześcijańskiej Paschy, znaleźć można we wczesnych pismach pisarzy chrześcijańskich - ojców Kościoła , z II i przełomu II i III w., Tertuliana, św.Ireneusza i Hipolita.
    Nazwa Pascha pochodzi od żydowskiego Pesach - święta wiosennego, obchodzonego pomiędzy 14 i 22 dniem miesiąca nisan (według starożydowskiego kalendarza mojżeszowego), podczas wiosennej pełni księżyca. Wówczas to w świątyniach kapłani składali ofiary z koźląt i wybranych jednorocznych baranków. Starozakonni Żydzi dziękowali za pierwsze wiosenne zbiory jęczmienia i uroczyście ucztowali. Święto Pesach odprawiał pobożnie, każdego roku Jezus Chrystus i wszyscy Jego krewni. To właśnie na święto Pesach przybył wraz z uczniami do Jerozolimy, tam spożył z uczniami Ostatnią Wieczerzę, tam został pojmany, osądzony, skazany na śmierć i ukrzyżowany, tam zmartwychwstał.
    Święta wiosenne, podobne do żydowskiego Pesach, przed przyjęciem chrześcijaństwa, miały wszystkie ludy rolnicze Europy i Azji.
    W symbolice i obchodach chrześcijańskiej Paschy, nazwanej później Wielkanocą przetrwały więc pewne ślady odwiecznych wierzeń i mitów oraz relikty pradawnych świąt powitania wiosny i kultu roślin, odradzających się po zimowej wegetacji. Wszystkie te relikty związane jednak zostały z tradycją i symboliką chrześcijańską świąt Wielkanocy.
    Wielkanoc zalicza się do świąt tzw. ruchomych, ponieważ każdego roku przypada po inną nieco datą. Zgodnie z ustaleniami soboru nicejskiego w 325 r., obchodzimy Wielkanoc pomiędzy 22 marca i 25 kwietnia, w pierwszą niedzielę, po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
    Święto Zmartwychwstania Chrystusa (obchodzone w porze wyraźnych już oznak wiosny) jest więc zarazem wielkim świętem wiosennym; jest tryumfalnym świętem zwycięskiego, nieustannie odradzającego się życia. Świętem wielkiej nadziei i wielkiej obietnicy: życia, po życiu, zmartwychwstania i nieśmiertelności. Wyraża bowiem najważniejsze kanony i tajemnice wiary.
    Obchody wielkanocne, wielkie święto Zmartwychwstania, rozpoczyna się uroczystą Rezurekcja, trzygodzinną mszą święta - jutrznią, połączoną z procesją. Mszę tę odprawia się w Wielką Sobotę o północy lub w Wielką Niedzielę o świcie. W Polsce dotychczas na nabożeństwie tym bywają tłumy.

    W nocy z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę, a już szczególnie podczas procesji rezurekcyjnej słychać huk wystrzałów i pękających petard. Jest to salut na cześć Zmartwychwstałego Chrystusa, ale także zabawa dzieci i młodzieży trwająca nierzadko przez cały dzień.
    Po Rezurekcji wszyscy udają się do domów na Święcone, na oczekiwaną od wielu dni ucztę wielkanocną. .Poprzedza ją ceremonia dzielenia się poświęconym jajkiem, życzenia wzajemne zdrowia, powodzenia i radości, uścisk i pocałunek. Przypomina ona obrzęd dzielenia się opłatkiem w wigilię Bożego Narodzenia i jest tak samo wyrazem wzajemnej życzliwości, miłości i przyjaźni. Dopiero potem rozpoczyna się świąteczne śniadanie, trwające zwykle wiele godzin. Pierwszy dzień świąt - Niedzielę Wielkanocną spędza się głównie w gronie rodzinnym, przy zastawionym stole, aby razem z bliskimi cieszyć się wielkim świętem, a także sobą i dobrym jedzeniem.
    Polskie święcone słynęło zawsze z obfitości, a stoły wielkanocne pełne smakowitych potraw, którymi po dzień dzisiejszy szczyci się kuchnia polska, nie tylko zachęcały do jedzenia, ale także radowały oczy. Zdobiły je nie tylko barwne specjały ustawione malowniczo na śnieżnobiałych obrusach, ale i kolorowe pisanki oraz bukiety i gałązki zielonego bukszpanu i pierwsze wiosenne kwiaty.
    Pośrodku stołu królował zawsze baranek zwany niegdyś agnuskiem, wyrobiony z wosku, masła lub ciasta, a w czasach ostatnich najczęściej z masy cukrowej.
    Zwyczaj ustawiania na świątecznym stole baranka z czerwoną chorągiewką wprowadził w XVI w. papież Urban V. W Polsce już w XVII w. opisywano agnuska jako świętość która w czas Wielkanocy musiała znaleźć się każdym polskim domu; świętość której i w naszych czasach nie może nigdy zabraknąć na polskim święconem.
    Obecne święcone nie ma już dawnej, przesadnej często obfitości, ani dawnego nadmiaru, kiedy to stoły, (zwłaszcza u bogaczy) uginały się pod ciężarem pieczonych na rożnie tusz sarnich i wołowych, szynek, nadziewanych prosiąt, ogromnych bab, mazurków i innych ciast oraz szlachetnych trunków. Jednakże i teraz na święta wielkanocne przyrządza się i podaje wiele doskonałych dań mięsnych i ciast.
    Zgodnie z tradycją na święcone jada się zwykle dania zimne: pieczone mięsa i wędliny, a przede wszystkim szynkę i różne kiełbasy oraz jaja na twardo z chrzanem. Na ciepło podaje się najczęściej żurek z kiełbasą, czasami bigos i - zawsze - białą kiełbasę, gotowaną lub pieczoną z cebulą. Po nich następują rozmaite wielkanocne ciasta.
    Niegdyś święcone nazywano śniadaniem lub - dla jego obfitości - obiadem bez dymu lub przy jednym dymie. Znaczyło to, że składa się z przygotowanych wcześniej potraw, przyrządzonych do jedzenia na zimno lub tylko przygrzewanych. Mówiono, że w tak wielkie święto jakim jest Wielkanoc, nie godzi się gotować, ani rozniecać wielkiego ognia pod kuchnią.
    Do tradycyjnych, dawnych dań wielkanocnych należały pieczone w całości, nadziewane kaszą prosięta (specjał kuchni polskiej) i tzw. głowizna - zamarynowana i upieczona w całości głowa świńska, podawana z jajkiem na twardo w ryjku. Dzisiaj specjałów tych nie spotyka się już na wielkanocnych stołach. Nie brakuje na nich natomiast wędzonej i gotowanej szynki, kiełbas oraz różnych pieczonych mięs i drobiu. Pieczenie te (wołowe, cielęce lub wieprzowe np. schab, indyk czy kurczęta) są doskonałe zarówno na zimno z dodatkiem odpowiednich sosów, jak i na gorąco. Jeśli wiec nie odpowiada nam święcone typu zimny bufet, można przygotować i podać je na ciepło, na gorący świąteczny obiad.
    Święcone polskie choć nie tak wystawne jak dawniej, zachowało swój uroczysty charakter. Nie zmieniła się również tradycyjna polska gościnność. W święta chętnie zapraszamy gości i częstujemy ich domowymi przysmakami, bo jak donoszą XIX-wieczne źródła nie lubi Polak sam jeść czyli u codziennego stołu, czyli kiedy ma co lepszego, stąd rad niezmiernie gościowi.
    Wesołe świąteczne ucztowanie przerywały niegdyś gry i zabawy domowe z użyciem pisanek. Czasami jeszcze i teraz, bawimy się walatkę czy inaczej wybitkę polegającą na toczeniu jajek po stole albo stukanie się trzymanymi w rękach kraszankami. Zdobywa punkty i wygrywa ten, którego jajko najdłużej nie stłucze się podczas zabawy.
    Na Górnym Śląsku, w pierwszy dzień Wielkanocy, mężczyźni i młodzieńcy zabawiali się kulaniem wajec (jajek) z górki. W grze tej toczono jajko po deszczułce, starając aby wpadło do zagłębienia zwanego ducką.
    Na Śląsku i Pomorzu, według niemieckiego obyczaju, przygotowywano niespodzianki dla dzieci. Były to koszyczki lub gniazdka z barwnymi jajami, słodyczami lub innymi prezentami, przynoszonymi - rzekomo - przez wiosenne zajączki. Miły ten zwyczaj rozpowszechnił się także i w innych regionach Polski.

    Poniedziałek wielkanocny



    Poniedziałek wielkanocny - nazywany także drugim dniem świąt, upływa pod znakiem spotkań rodzinnych i towarzyskich. Z dawien dawna jest dniem zabaw, zalotów, psot, żartów, ogólnej wesołości i radości.
    Wśród licznych zwyczajów i obrzędów związanych z tym dniem nie brakuje również momentów poważniejszych i bardziej uroczystych.
    Do takich należy obyczaj święcenia pól kropidłem z palmy wielkanocnej, wcześnie rano w Poniedziałek Wielkanocny, zachowany dotychczas na Ziemi Sądeckiej, Rzeszowskiej i Tarnowskiej. O świcie gospodarze udają się na swe pola, aby pomodlić się, skropić zagony wodą święconą i przyklękając przed każdą skibą, wbić w nią mały krzyżyk palmowy lub ułamek palmy wielkanocnej - na błogosławieństwo boże i na pomyślność wszystkich prac rolniczych. Dotychczas jeszcze, po zakończeniu tego obrzędu, na polach rozpala się ogniska i smaży na nich jajecznicę. Spożywa się ja wraz z przyniesionymi z domu resztkami święconego. Palenie ogni na polach sprzyja spotkaniom i sąsiedzkim pogawędkom. Gospodarze nawołują się, zapraszają do swych ognisk, częstują się wódką, jajecznicą i domowymi specjałami.
    Na Śląsku Raciborskim, we wsi Pietrowice Wielkie, w Poniedziałek Wielkanocny odbywa się procesyjny objazd pól zwany niekiedy procesją stu koni. Z kościoła parafialnego w Pietrowicach Wielkich, wyrusza, po sumie, kawalkada złożona z co najmniej kilkudziesięciu odświętnie ubranych jeźdźców, na koniach w uprzęży przystrojonej kwiatami i wstęgami. Na czele procesyjnego orszaku jedzie konno ksiądz proboszcz, w uroczystych, mszalnych szatach, w asyście najznaczniejszych gospodarzy, z których jeden trzyma w ręku krucyfiks, drugi figurkę Chrystusa Zmartwychwstałego. Orszak ten objeżdża wieś i należące do niej pola, po czym udaję się do pobliskiego, XVII - wiecznego kościółka pątniczego pod wezwaniem Świętego Krzyża w Pietrowicach Starych. Odprawia się tam msza zamówiona przez miejscowych rolników, we wszystkich ich intencjach, a przede wszystkim w intencji wiosennych prac polowych oraz przyszłych dobrych plonów. Nabożeństwo kończy się uroczystym błogosławieństwem procesyjnego orszaku konnego. W drodze powrotnej procesja jedzie inną drogą, ale także granicami parafii, obrzeżami pól i łąk, błogosławiąc ziemi i wszystkim uprawom.
    Ostatni kilometr drogi, przed (kościołem parafialnym w Pietrowicach Wielkich) przebywa galopem. Wyścig konny, zamykający uroczystość, odbywa się na cześć Zmartwychwstania Pańskiego i jest wyrazem dziękczynienia i radości.
    Procesyjny objazd pól pierwotnie praktykowany był w intencji pomyślnej wegetacji zbóż. Związany później z wielkanocną tradycja chrześcijańską, znany był w Niemczech, na Morawach i Łużycach, a w Polsce na całej Ziemi Raciborskiej. W Pietrowicach zachował się i jest kontynuowany dzięki miejscowym proboszczom, którzy - w swej pracy duszpasterskiej - odwołują się do miejscowej tradycji, jednoczącej we wspólnym świętowaniu parafian obydwu narodowości - Polaków i Niemców.
    W całej Polsce Poniedziałek Wielkanocny jest jednak przede wszystkim dniem wesołości i swawoli. Najważniejszym i najbardziej znany zwyczajem jest oblewanie się wodą czyli śmigus - dyngus. Początkowo były to dwa odrębne i bardzo stare obrzędy.
    Śmigusem (z niem. Schmechostern - czyli bić na Wielkanoc; schmechen = bić, uderzać, Ostern = Wielkanoc) zwano zwyczaj oblewania wodą, głównie dziewcząt na wydaniu i młodych kobiet, a także smaganie się zielonymi gałęziami i witkami wierzbowymi lub uplecionymi z nich batami (był to tzw. śmigus zielony).Na Śląsku Cieszyńskim np. najpierw polewano wodą gospodynie i ich córki, a następnie suszono je, uderzając korwaczami, czyli biczami uplecionymi z wierzbowych gałązek.
    Natomiast dyngusem (z niem. dingen = wykupywać) zwano pochody młodzieży męskiej, często w przebraniach i z różnymi rekwizytami (np. z traczykiem, z barankiem, z kurkiem dyngusowym), połączone zawsze z wesołą kwestą świąteczną - wypraszaniem darów, przede wszystkim jaj wielkanocnych i świątecznego jadła.
    Z czasem obrzędy te zostały połączone pod wspólną nazwą śmigusa - dyngusa (zwanego także śmigurtem lub śmigustem) i zdominowane przez polewanie się wodą. Jest to swawolna i nie pozbawiona zalotów zabawa młodzieży, od wieków praktykowana we wszystkich stanach. Nie na darmo więc Poniedziałek Wielkanocny nazywany jest również Lanym Poniedziałkiem.
    W tej zabawie tej inicjatywa zwyczajowo należała do chłopców, którzy na ładne, żwawe i lubiane dziewczęta wylewali całe konwie i wiadra wody, a nawet pławili je w stawach, sadzawkach i korytach do pojenia bydła. Dziewczyny chowały się i uciekały z piskiem przed śmigurciarzami, ale w gruncie rzeczy były zadowolone. Im więcej wody wylano na pannę, tym większy był dla niej honor. Znaczyło to bowiem, że dziewczyna ma powodzenie i tzw. wzięcie. Prawdziwym zmartwieniem był natomiast brak śmigurciarzy, suche ubranie i włosy.
    We wsiach kujawskich istnieje jeszcze ciekawy zwyczaj przywoływek dyngusowych. Chłopcy z całej wsi, zrzeszeni w Stowarzyszeniu Klubu Kawalerów (tradycje tego klubu sięgają XIX w.) o zmierzchu w Wielką Niedzielę, lub w Poniedziałek Wielkanocny rano, idą w pochodzie, z orkiestrą na największego we wsi plac. Tam z zainstalowanego podestu, a kiedyś także z wysokiego drzewa lub dachu karczmy, ogłaszają - najpierw rozpoczęcie przywoływek, potem zaś recytują wierszyki o miejscowych dziewczynach, ze wszystkich po kolei domów. Chwalą je lub ganią, nie szczędząc im różnych napomnień higienicznych i zapowiadają ile wody się na którą poleje i czy kto je od tego wykupi, tzn. czy znajdzie się wśród zebranych kawaler który stanie za dziewczyną i ochroni ją od zbyt złośliwych psot dyngusowych.
    Dziewczyny przywoływane ładnie mogły więc - i mogą dotychczas - spać spokojnie. Wiadomo, że w następnym dniu przyjdą do ich domów kawalerowie, którzy wprawdzie obleją je wodą (najpierw komitecką, czyli zwykłą, później pachnącą, czyli perfumami), ale potem będą pilnować, żeby już nikt więcej ich nie niepokoił.
    Inaczej wyglądał - i wygląda - los dziewcząt brzydkich, nie lubianych, nieporządnych i niegospodarnych. Takie zawsze przywoływano szpetnie, oblewano bezlitośnie wodą i równie bezlitośnie wyśmiewano ich wady, szpetotę, niechlujstwo, szydząc przy tym z ich nikłych szans na zamążpójście.
    W przeszłości chodzenie po dyngusie oznaczało kwestę wielkanocną dzieci i młodzieży. Chodząc od domu do domu składano gospodarzom życzenia wesołych świąt, pomyślności, licznego i zdrowego przychówku, niekiedy polewano ich przy tym wodą, zawsze przymawiano się o dary .
    Po dyngusie chodzono z traczykiem lub inaczej z barankiem wielkanocnym; był to umieszczony w umajonym ogródku tracz z drewna lub baranek z piłą w łapkach - pamiątka tego, że mały Jezus pomagał św. Józefowi - cieśli w jego zajęciach.
    Na Ziemi Krakowskiej chodzono z ogrojczykiem, czyli z wózeczkiem ogrodzonym sztachetkami, wysłanym mchem lub zieloną bibułką. Wożono w nim figurkę Chrystusa Zmartwychwstałego z czerwoną chorągiewką i ręką uniesioną w błogosławiącym geście.
    W Małopolsce, głównie w Limanowej i okolicach chodzili przebierańcy zwani dziadami śmigustnymi lub słomiakami, ponieważ nosili słomiane czapy i opasywali się powrósłami ze słomy. Obchodzili domy w milczeniu, tylko od czasu do czasu gwizdali lub turkali i ukali, dlatego że - według legendy - wyobrażali żydowskich wysłanników, którzy nie chcieli uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa i ogłosić dobrej nowiny, za karę utracili więc głos.
    W okolicach Mielca chodziły dziady śmigustne tzw. mówiące i polewając gospodarzy wodą ze swoich sikawek - wielkich drewnianych szpryc, życzyły im dobrego urodzaju.
    Podobnie zachowywały się krakowskie i podkrakowskie siudy - para przebierańców wielkanocnych - dziad i baba, chodzących po krakowskim Zwierzyńcu, a także w okolicach Bochni i Wieliczki, zaczepiających przechodniów, polewających ich wodą i dopraszających się datków.
    W Polsce centralnej, a głównie nad Pilicą, w okolicach Rawy Mazowieckiej, a także Łowicza, Sieradza i Łęczycy, Na Śląsku i w Wielkopolsce, w okolicach Kalisza, w Poniedziałek Wielkanocny chodzono z kurkiem dyngusowym, żywym, a czasem z wypchanym lub glinianym kogutem umieszczonym na dwukołowym, czerwonym wózeczku. Wózek toczyli chłopcy zwani kurcarzami. Mieli ze sobą (prócz wózka) kosze na datki, sikawki dyngusowe, klekoty zwane niekiedy bocianami kurcarskimi lub żmijki dyngusowe ze składanych deseczek, zakończonych szpikulcem do straszenia i kłucia dziewcząt. Obchody kurcarskie miały zawsze charakter zalotów i były połączone z chodzeniem w konkury. Miały sprzyjać kojarzeniu młodych par i zapewniać rodzinom zdrowe i liczne potomstwo. Kogut bowiem od wieków był symbolem siły, urody i męskości.
    Wszystkim śmigurciarzom za ich śpiewy i żarty rozdawano jajka, świąteczne ciasto i pieniądze.
    Każdego roku, w Poniedziałek Wielkanocny (i także w następujący po nim Wtorek) mieszkańcy Krakowa odwiedzają tłumnie kiermasz świąteczny zwany emausem (od nazwy biblijnego miasteczka Emaus, do którego według Ewangelii św.Łukasza szedł z dwoma młodzieńcami zmartwychwstały Chrystus). Podobny kiermasz zwany drugim emausem odbywał się niegdyś w Niedzielę Przewodnią. Obydwa łączyły się z uroczystymi nabożeństwami, procesjami i odpustami w pobliskich kościołach.
    Kramy emausowe w przeszłości, a także w naszych czasach, pełne są odpustowych ciast i słodyczy, obwarzanków, różańców z ciasta, piernikowych serc i cukierków; pełne są zabawek, gwizdków, trąbek, glinianych kogutków i innych cacek oraz różnych błyskotek. Słyną jednak przede wszystkim z zabawek emausowych nie spotykanych poza Krakowem: z oryginalnych figurek przedstawiających krakowskich mieszczan, dorożkarzy, przekupniów i - przede wszystkim - kiwających się na sprężynkach Żydów, w tradycyjnych strojach i lisich czapach.
    Kiermasz ten odbywający się na krakowskim Zwierzyńcu, w pięknej staromiejskiej scenerii, barwny, wesoły i gwarny jest nieodłącznym elementem krakowskich obchodów wielkanocnych.
    Wyłącznie krakowskim zwyczajem była niegdyś rękawka odbywająca się we Wtorek Wielkanocny, zwany także trzecim dniem świąt Wielkanocy. W tym dniu Krakowianie udawali się tłumnie na wzgórze na Krzemionkach (legenda głosi, że jest to kopiec Kraka, mitycznego założyciela krakowskiego grodu, który rzekomo usypano nosząc ziemię w rękach i w rękawach) i zrzucali z góry jabłka, jajka i resztki święconego, czekali na nie i chwytali je biedacy, a zwłaszcza ciągle głodni krakowscy żaczkowie.
    Toczenie żywności po zboczu domniemanego grobu tłumaczy się także jako pozostałość przedchrześcijańskich ofiar z żywności i jaj, jakie przodkowie nasi składali niegdyś na mogiłach podczas wiosennych świąt zaduszkowych. W obecnych czasach nazw emaus i rękawka używa się dla przykościelnych świątecznych, zwyczajowych jarmarków i kiermaszy.



    Boże Ciało



    To wielkie święto kościelne Eucharystii. W Kościele katolickim obchodzi się je w pierwszy czwartek, po pierwszej niedzieli - jedenastego dnia - po Zesłaniu Ducha Świętego, między 21 maja i 23 czerwca. Ustanowiono je w XIII w. i najpierw - od 1246 r - obchodzono w Belgii, w diecezji Liége. W XV w. rozpoczęły się w Europie uroczyste procesje Bożego Ciała.
    W Polsce obchody Bożego Ciała rozpoczęły się w 1320 r. w Krakowie i diecezji krakowskiej, wprowadzone tam przez biskupa Nankera. Od XV w. Polsce odbywają się procesje, które wychodzą ze wszystkich kościołów i prowadzą do czterech ołtarzy ustawianych na zewnątrz świątyń.
    Z barwnych i okazałych procesji, od najdawniejszych czasów, na cała Polskę, słynął Kraków. Kroczyli w nich duchowni: biskupi, księża i zakonnicy, a od początku XVII w. (tzn. w czasach kiedy Kraków był stolicą Polski), także królowie polscy ze swym dworem, szli rajcy miejscy, wojskowi w paradnych mundurach, bractwa kupieckie ze swymi godłami i sztandarami, uczeni w uroczystych togach profesorskich, w łańcuchach i płaszczach przybranych gronostajowym futrem, szli studenci i uczniowie, biało ubrane dziewczęta i rzesze wiernych.
    Polskie procesje Bożego Ciała dotychczas zachowują swą okazałość i prezentują się bardzo pięknie. Niesie się w nich chorągwie kościelne i przybrane kwiatami feretrony. Uczestniczą w nich tłumnie wierni, a wśród nich wojskowi i strażacy w galowych mundurach. Nie brakuje w nich także dziewczynek w bieli sypiących kwiaty i ministrantów z dzwonkami. Na Mazowszu - w Łowiczu i wsiach podłowickich, na Kurpiach, w okolicach Rawy Mazowieckiej i Opoczna, a także na Pogórzu i Podhalu, w Krakowie i wsiach podkrakowskich, a zwłaszcza w wielkiej procesji idącej z Wawelu do Katedry Mariackiej idą tłumnie ludzie w regionalnych, barwnych strojach ludowych. Przywdziewają je zwłaszcza mężczyźni trzymający baldachim i prowadzący księdza niosącego monstrancję.
    W Warszawie zgodnie z tradycją, procesje Bożego Ciała z Katedry Świętojańskiej na Plac Zamkowy i dalej - szlakiem królewskim - prowadzi prymas Polski.
    Z wielkim staraniem i przy czynnym udziale parafian urządza się ołtarze procesyjne. Własne ołtarze zwyczajowo wystawiają i dekorują różne grupy zawodowe: górnicy, rolnicy, rybacy, strażacy.
    W oknach i na balkonach domów znajdujących się przy drodze lub ulicy, którymi przechodzi procesja umieszcza się zawsze symbole religijne i kwiaty.
    Dotychczas jeszcze na wsi, w oktawę Bożego Ciała święci się wianki z ziół i kwiatów. Niegdyś był to obyczaj powszechny, teraz robią to już głównie starsze osoby.
    Na wianek bierze się rozchodnik, kopytnik, macierzankę, rosiczkę oraz jaśmin, dzika różę i piwonię. W przeszłości pozostawiano wianki w kościele przez całą oktawę (siedem dni), aby nabrały dobroczynnej mocy i dopiero wtedy zabierano je do domu. Wieszano je nad drzwiami wejściowymi, w sieni i w izbie, zwykle nad świętym obrazem. Wierzono, że chronią dom przed pożarem, burzą i uderzeniem pioruna, wszelkim nieszczęściem i złym urokiem.
    W Krakowie, w oktawę Bożego Ciała odbywają się dotychczas obchody lajkonika - konika zwierzynieckiego. Po zakończeniu uroczystości kościelnych, na rynek staromiejski wkracza korowód barwnie ubranych postaci, ze sztandarem cechowym flisaków, zwanych włóczkami. Najważniejszą postacią jest jeździec galopujący na koniu, a w rzeczywistości skaczący na własnych nogach, jego wierzchowiec składa się bowiem z drewnianej głowy i drewnianej ramy osłoniętej złotą lub czerwoną kapą), we wschodnim stroju, z przyczepioną czarną brodą, który płazuje zebranych miękkim obuszkiem - buławą uszytą z gałganków i próbuje wziąć w niewolę co ładniejsze dziewczyny.
    Legenda głosi, że zabawa ta odbywa się na pamiątkę najazdu Tatarów na Kraków (chociaż nie potwierdzają tego źródła historyczne) i bohaterskiej akcji włóczków, którzy zdążyli na czas ostrzec mieszkańców miasta, zamknąć bramy i obronić podwawelski gród.
    Coroczne obchody lajkonika, które zrosły się z tradycją i świątecznym, krakowskim obyczajem, w oktawę Bożego Ciała przyciągają na rynek staromiejski mieszkańców Krakowa i rzesze turystów.



    Noc Świętojańska



    Jest to jedno z najstarszych świąt obchodzonych przez Słowian. Przetrwało ono do dzisiejszego dnia w postaci Święta wianków. Obchodzi się je w nocy z 23 na 24 czerwca (wigilię św. Jana), czyli w najkrótszą noc roku.
    Najprawdopodobniej obchodzono je już w V wieku. Z początku znane jako święto Kupały, z którym spotykamy się w "Starej baśni" Józefa Ignacego Kraszewskiego, później przemianowane na Sobótkę.
    W momencie przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa Kościół zaczął walczyć z wierzeniami i obyczajami pogańskimi, także ze świętem Kupały. Dlatego tak mało o tym święcie wiemy. Prawdopodobnie jego nazwa wzięła się od imienia słowiańskiego bożka; Kupały. Niektórzy twierdzą, że wzięła się ona od kąpieli, którą można było zażywać w jeziorach i rzekach bez obawy o przeziębienia lub działanie złych mocy. Jeszcze inni tłumaczą to z indoeuropejskiego "kump", czyli gromada, grupa, kupa a co za tym idzie gromadzić się, skupić. Późniejsza nazwa "Sobótka" wzięła się prawdopodobnie już w czasach chrześciajńskich i pochodzi od zdrobnienia słowa "sabat". Może mieć także związek z szóstym dniem tygodnia, lub pochodzi od miejsca odosobnienia. W takich to właśnie miejscach; na wzgórzach, starych cmentarzyskach; z dala od ludzkich osiedli gromadzili się młodzi ludzie, aby przy wznieconym ognisku tańczyć, wróżyć, skakać przez ognisko i wreszcie puszczać na wodzie wianki.
    Noc Kupały była szczególnym czasem przesilenia wiosenno-letniego, świętem ciemności i światła. To tej nocy miał zakwitać czarodziejski kwiat paproci, który miał przynosić temu kto go odnajdzie szczęście i spełnienie wszystkich marzeń (patrz podanie J.I. Kraszewskiego "Kwiat paproci").
    Zebrane tej nocy zioła miały mieć szczególną moc. Święto Kupały było świętem młodości, płodności, miłości, wróżb i radości. Było ono głęboko zakorzenione w obyczajach ludności słowiańskiej, dlatego po latach walki Kościół postanowił zmienić go w swoje własne święto. Dlatego w X wieku nadano mu oficjalnego patrona św. Jana Chrzciciela, który stosował chrzest w formie rytualnej kąpieli w wodach Jordanu.


    Święto Dziadów



    Z dniem pierwszym listopada, każdy z nas w szczególny sposób pamięta o tych co odeszli, którzy nam potomnym zostawili swoje dziedzictwo narodowe i mądrość.
    Jednak nie zawsze Święto Zaduszne, lub też inaczej mówiąc Dziady, kojarzyło się z zadumą bądź też nostalgią za utraconą osobą, ze świętem tym kojarzyła się także utrata ukochanej ziemi ojczystej.
    O tym święcie szczególnie pamiętali Polacy w osiemnastym wieku, kiedy to utracili swoją ojczyznę i na długie lata znaną w świecie polskość. Podczas Święta Dziadów, wywoływali oni duchy zmarłych przodków, których polscy patrioci pytali, czy jest możliwe odzyskanie niepodległości przez nasz kraj.
    Wielki, polski wieszcz narodowy Adam Mickiewicz, opisywał w poemacie pod tytułem „Dziady”, wierzenia staropolskie, w których bliscy oddawali cześć tym, którzy już odeszli. Ponieważ Polski wówczas nie było na mapach świata, Mickiewicz ukazywał wspomniane święto, podczas którego wywołane duchy dodawały nadziei na następne lata swym bliskim rodakom. Szczególnie potrzeba nam było pociechy w te dni, gdy o wolnej Polsce mogliśmy tylko pomarzyć.
    Jednakże nie tylko podczas naszej niewoli narodowej, Polacy kultywowali rytuały związane ze świętem zadusznym. Za czasów panowania Mieszka I, Polacy w święto Dziadów, palili na swoich podwórkach ognie i obserwowali zachowanie się dymu. Gdy dym ten, kłębił się tuż przy ziemi, oznaczało to, że zmarli mają do żyjących jakieś żale i uzasadnione pretensje. Zaś, gdy dym ładnie unosił się do góry, stanowiło to nieodłączny dowód na to, że zmarli odeszli od nas ze spokojem.
    Na Opolszczyźnie rytuał ten przeszedł do historii jako zwyczaj dymu i świętego ognia. Ze świętem Dziadów, związany był także wielo dniowy rytuał modlitewny. Polegał on na wznoszeniu do Boga modłów za spokój duszy bliskich zmarłych. Modły te wieńczył rytuał ofiarny polegający na składaniu zmarłym na ich grobach kawałków chleba, lub resztek mięsnego jadła. Wszyscy wierzyli, że można tym sposobem uprosić zmarłych, aby ze świata podziemnego roztaczali nad żywymi swoją opiekę.
    Niekiedy takie obrzędy trwały całą noc, podczas nich najstarszy z rodu, próbował wywołać duchy zmarłych, aby bliżej przedstawić im problemy świętujących osób. W czasach panowania Bolesława Chrobrego, na dobre zadomowił się zwyczaj, w którym na święto zaduszne, przed wejściem do domu zawieszano białe płótno, aby pokazać duchom zmarłych, że nie zapomniano o nich nigdy.
    Za czasów panowania Kazimierza Odnowiciela, zwyczaj ten trochę zanikł, jednak w niektórych regionach Polski, takich jak Warmia i Mazury, zwyczaj ten był kultywowany, aż do czasów Anny Jagiellonki i króla Batorego. Wracając do panowania dynastii Jagiellonów, na szeroką skalę, kultywowany był w naszym kraju, zwyczaj wywoływania duchów przed dzień święta zmarłych. Wierzono bowiem, że podczas ich święta, przypadającego na pierwszy dzień listopada, nie będą chciały one mówić prawdy. Gdy ostatni z Jagiellonów Zygmunt August, został wdowcem po śmierci jego ukochanej Barbary Radziwiłłówny, prosił on mistrza wiedzy tajemnej Twardowskiego, aby wywołał mu duszę drogiej żony. Twardowski został niejako zmuszony przez króla do takiego rytuału w dzień święta zadusznego. Toteż, dusza Barbary nie chciała nawiązać kontaktu z Zygmuntem Augustem, tylko przeszła obok niego obojętnie.
    Gdy zaś na tronie Polski zasiadał Stanisław Leszczyński, znany był w naszym kraju zwyczaj obchodny, polegający na nie zamykaniu przez księdza proboszcza kościoła, w noc święta zadusznego. Musiał także ksiądz zostawić na ołtarzu, kielichy i księgi święte, bo jak wierzono, o północy zbierali się w kościołach zmarli, by uczestniczyć we mszach, za odnalezienie właściwej drogi do wieczności.
    W dziewiętnastowiecznych regionach Roztocza Lubelskiego, utrzymywał się zwyczaj wróżebny, który polegał na chodzeniu przez cały dzień w ubraniach, które pozostawili zmarli, w szafach swoich pieleszy domowych. Uważano bowiem, iż sen, który przyśnił się takiej osobie zwiastował najbliższą przyszłość. W podzięce za takie prorocze sny, składano na grobie zmarłej osoby, w której ubraniach chodzono chleb upieczony z mąki przaśnej bez zakwasu.
    W wieku ośmiu lat, Leszek Biały, został koronowany na króla Polski. W czasie zjazdu polskich książąt w Gąsawie w 1227 roku, Leszek Biały został zamordowany. Aby nie mściła się jego dusza, na Polakach z rąk, których poniósł haniebną śmierć, w dzień zaduszny, palono świece gromniczne i modlono się za spokój jego duszy.
    Zwyczaj ten przeszedl do historii naszego narodu, jako zwyczaj gromniczny. Podobno też, od niego zaczęto kultywować palenie świec na grobach naszych zmarłych.
    Gdy podczas zaborów naszej ojczyzny, na mocy porozumienia zawartego w Tylży między Napoleonem, a carem Aleksandrem, utworzono na ziemiach Polski, Księstwo Warszawskie, namiestnikiem głównym na jego terenie został generał Józef Zajączek znany jako żołnierz polski biorący udział w bitwach napoleońskich. Podobno miał on nieślubną córkę Agatę, z baronową ziem kujawskich, niejaką Anielą Mioduską. Dziecko było chowane w nader cieplarnianych warunkach, toteż przy pierwszych spacerach jesiennych, zaziębiło się do tego stopnia, że w niedługim czasie umarło. Mioduska, codziennie rano odwiedzała mogiłę ukochanego dziecka, a w dodatku postanowiła rozkopać grób, by zobaczyć jak jej córka wygląda. Po pewnym czasie, postanowiła z nieżywego dziecka, zdjąć zmurszałe ubrania i nałożyć nań czyste i świeże. A miało to miejsce tuż przed świętem zadusznym. Zaraz więc z tyłu zajętej kobiety, pojawiła się upiorna zjawa, która zabroniła zbolałej matce, zakłócania spokoju świętego miejsca jakim jest cmentarz. Aby odkupić winy, upiór nakazał kobiecie głośne odmawianie modlitwy za spokój duszy zmarłego dziecka. Podobno od tego momentu, w religii katolickiej, nastał zwyczaj głoszenia wypominek za dusze naszych zmarłych.

    W dzień Dziadów, jak nakazywał stary obyczaj sięgający czasów Jagiellonów, nie powinno się przeglądać w lustrze, aby czasem nie ujrzeć złego upiora bądź też złośliwej strzygi. Aby zatem żadne z domowników nie zapomniawszy się w taflę lustra nie spojrzalo, gosposie domów, zasłaniały wszelkie trema białym suknem. W regionach Podlasia, znany był jeszcze zwyczaj wczesnego podawania pokarmu bydłu i wszystkim zwierzętom, zamieszkałym w gospodarskich obejściach. Zwyczaj ten, był szczególnie kultywowany poprzez patriotów polskich, którzy właśnie w dzień zaduszny zbierali się już śmielej w stodołach i oborach, w celach konspiracyjnych. W razie denuncjacji, tłumaczono się szykowaniem paszy dla bydła, którą musiano podać bydłu akurat w tym dniu wcześniej niż zwykle.
    Na Pomorzu Zachodnim znany był także zwyczaj prośny, podczas którego wywoływano ducha zmarłej bliskiej osoby, by prosić go o opiekę nad całym domostwem. Wywołany duch przychodził zawsze w porannej mgle, i tylko niezwykle pobożni mogli go ujrzeć. Jak czytamy w powieści Henryka Sienkiewicza „ Pan Wołodyjowski”, po zmierzchu w dzień Dziadów, czyli jak mawia autor o zorzy zadusznej, różne dziwne rzeczy można było spotkać, na przykład żołnierze polscy, gdy czekali na wyprawy wojenne przeciwko nawałnicom tureckim, widzieli jak właśnie o wspomnianej porze, strzygi rzucały się koniom do gardła. Aby temu zapobiec, we wspomniane święto Dziadów, żołnierze skrapiali konia wodą święconą. Zwyczaj ten przeszedł nawet do wieku dwudziestego, o czym wspominali ułani mazowieccy z III Pułku Szwoleżerów w Suwałkach.


    Andrzejki



    Od wieków Andrzejki, Jędrzejki, Jędrzejówki to dzień wróżb dziewczęcych dotyczących miłości i małżeństwa. W Polsce wróżby te odprawiane były przez dziewczęta na wydaniu już w XVI w. Pierwsze wzmianki źródłowe o tym zwyczaju pochodzą z 1557r., a zawdzięczamy je kronikarzowi i pisarzowi Marcinowi Bielskiemu, który w jednej ze swych sztuk teatralnych umieścił taki oto tekst i włożył go w usta bohaterki, młodej panny służącej:

    Nalejcie wosku na wodę
    ujrzycie swoją przygodę.
    Słychałam od swej macierze,
    że która mówi pacierze,
    w wigiliją Jędrzeja Świętego
    ujrzy oblubieńca swego.

    Modliły się więc dziewczyny do św. Andrzeja i starały się w różnymi sposobami uchylić rąbka tajemnicy i poznać swą przyszłość. Wielką wagę przywiązywano do snów, bo w noc św. Andrzeja mógł we śnie pojawić się ukochany, zwłaszcza jeśli pod prześcieradło włożyło się sztukę męskiej garderoby.
    W dzień św. Andrzeja, tuż po przebudzeniu, dziewczyny losowały karteczki z imionami męskimi, które wieczorem ukryły pod poduszką, aby dowiedzieć się jakie imię będzie nosił przyszły mąż.
    W dziewczęcych wróżbach pomocne bywały różne przedmioty, np. lekkie kłębuszki kądzieli, symbolizujące dziewczynę i miłego jej sercu chłopca; podpalano je i kiedy uleciały w górę patrzono, czy połączą się i spłoną razem. Jeśli tak się stało - była to zapowiedź dozgonnej miłości. Puszczano na wodę dwie leżące poziomo igły, dwie świeczki w miniaturowych łódeczkach z łupin orzecha, i z zapartym tchem śledzono czy podpłyną do siebie.
    ;Dziewczęta wróżyły sobie także licząc kołki w płocie i powtarzając kawaler, wdowiec, kawaler, wdowiec... przy ostatnim kołku dowiadywały się, jakiego stanu będzie ich przyszły mąż. Można było sobie powróżyć, licząc przyniesione do kuchni drewka na opał, szczeble w drabinie itp.; parzysta ich liczba oznaczała połączenie się w parę, czyli ślub w najbliższym roku.
    Do wróżb przydatny był również bucik, zdjęty - koniecznie - z lewej nogi: jeśli rzucony przez ramię upadł noskiem w stronę drzwi, wróżył właścicielce szybkie zamążpójście. Wróżbą dzisiaj jeszcze często stosowaną, na spotkaniach andrzejkowych dziewcząt, jest przesuwanie swoich, (zdjętych z lewej nogi), bucików w kierunku drzwi; właścicielka buta, który pierwszy dotknie progu, może spodziewać się, że wyjdzie za mąż wcześniej niż jej koleżanki.
    Bardzo popularną wróżbą było - i pozostało dotychczas - losowanie przedmiotów ukrytych pod odwróconymi do góry dnem miseczkami lub talerzami. Pierścionek lub wstążka do czepka - wróży małżeństwo; różaniec lub książeczka do nabożeństwa - stan zakonny; listek - zwłaszcza ruty - staropanieństwo; zaś laleczka - nieślubne dziecko.
    Także zwierzęta pomagały dziewczynom w ich wróżbach. Szczekający pies wróżył z której strony nadejdzie narzeczony. Niektóre wróżby z pomocą zwierząt wymagały przygotowania dla nich odpowiedniej przynęty. Mogło to być ziarno, kulki z chleba zmieszanego ze skwarkami, posmarowane tłuszczem, kawałeczki, kiełbasy, słoniny, lub mięsa. Każda z dziewcząt kładła swą przynętę na ławie lub na podłodze, pod swymi nogami, po czym do izby wpuszczano koguta, wygłodzonego psa lub kota; ważna była kolejność w jakiej zwierzęta chwytały przygotowane dla nich przysmaki, bo w tej właśnie kolejności wróżące panny miały wychodzić za mąż.
    Najbardziej jednak znaną i najczęściej stosowaną wróżbą było lanie na wodę roztopionego wosku lub ciekłego ołowiu, a następnie wspólne badanie i objaśnianie zastygłej w wodzie masy, albo jej cienia rzucanego na ścianę. Wosk i ołów przez całe wieki były używane do wróżb i praktyk magicznych. Nic więc dziwnego, że substancje te były również obecne we wróżbach dziewczęcych. Fantazja i usilne pragnienie poznania przyszłości sprawiała, że dziewczęta były w stanie dopatrzyć się w kształtach zastygłej w wodzie masy np. sylwetki narzeczonego, często na koniu, a także różnych atrybutów związanych z jego zawodem, takich jak np. strzelba (będzie myśliwym lub wojskowym), drzewo lub inna roślina (będzie ogrodnikiem), książka (będzie urzędnikiem lub uczonym) itp.
    W przeszłości wróżby andrzejkowe traktowane były bardzo poważnie i uczestniczyły w nich wyłącznie dziewczęta - panny na wydaniu. Nigdy nie brały w nich udziału - nawet spokrewnione z nimi - kobiety zamężne, a tym bardziej mężczyźni i chłopcy. Z czasem stały się przede wszystkim zabawą.
    I w tej właśnie postaci, tradycje wróżb andrzejkowych - traktowanych na wesoło i z humorem - przetrwały do naszych czasów. Obecnie jest to wesołe spotkanie młodzieży, dziewcząt i chłopców, przy herbacie i ciasteczkach. Jest to nowy obyczaj i znak czasów, bo dawniej chłopcy nigdy nie bywali dopuszczani do spotkań dziewczęcych i wróżb andrzejkowych.
    Mieli natomiast podobny, własny wieczór wróżb o miłości i małżeństwie, zwany katarzynkami, ponieważ odbywał się 24 listopada, w wigilię św. Katarzyny. Chłopięce katarzynki zanikły jednak w początkach XX w.
    Dzisiaj chłopcy wraz z dziewczętami spotykają się i razem, wśród śmiechów i żartów wylewają wosk do wody, losują przedmioty schowane pod talerzykami i wrzucone do kapeluszy karteczki z imionami, osobno męskimi i żeńskimi. Podobnie bawią się i dla żartu wróżą sobie, dzieci w szkołach i nawet w przedszkolach; bo i tam (dla starszych dzieci) urządzane są doroczne zabawy andrzejkowe.



(c) 2008, Polska Szkoła w Limerick